Pomóż bezbronnemu dzisiaj!

KRS: 0000140437

nr konta: 93 1240 4650 1111 0000 5150 8401

Koniec procesu Mary Wagner

Mary Wagner, fot. LifeNews.comMary Wagner, fot. LifeNews.com

Mary Wagner, oskarżona o złamanie zakazu zbliżania się do klinik aborcyjnych, została skazana na 9 miesięcy pozbawienia wolności, ale sąd policzył 6 miesięcy spędzonych przez obrończynię życia w areszcie według przelicznika 1,5 dnia za każdy dzień za kratami.

Jej oskarżyciel domagał się dwukrotnie wyższej kary niż zasądzona. Dodatkowo Mary ma przepracować 50 godzin w czynie społecznym. Kanadyjka nie będzie musiała odbywać swojej kary, ponieważ jej wykonanie zostało warunkowo zawieszone na okres 30 miesięcy.

Obrońcy pro-life z całego świata zareagowali zalewem poparcia Kanadyjki Mary Wagner, która otrzymała 18-miesięczny wyrok za jej pokojowe próby ratowania kobiet i nienarodzonych dzieci przed przemocą aborcyjną. Mary Wagner poprosiła ludzi o wysyłanie listów do sędziego Ricka Libmana broniących prawa nienarodzonego dziecka: „Byłam naprawdę zaskoczona dużą skalą. Nie wiedziałem, czego się spodziewać, ale na pewno nie spodziewałam się tysięcy, które nadeszły „, powiedziała 43 letnia Mary Wagner, dziennikowi LifeSiteNews.

Sędzia Libman 15 sierpnia uznał winną Mary Wagner zarzutu zakłócania działalności gospodarczej kliniki aborcyjnej i złamania obowiązków wynikających z wyroku z 12 grudnia 2016 r.. Sędzia opóźnił skazanie Wagner do 12 września, mówiąc, że może ona przedstawić listy referencyjne odnośnie jej osoby. Po apelu Mary Wagner, sędzia Libman otrzymał około 850 listów, 34 000 e-maili i 67 000 petycji na poparcie Mary Wagner. Wiele z nich nadeszło z Polski, ale były także głosy z Japonii, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Najważniejszy był list od matki dziecka uratowanego przez Mary tuż przed tym, jak policja zakuła ją w kajdanki.

Urodzony 8 tygodni temu chłopczyk żyje dzięki Mary Wagner. Matka dziecka wyznała, że była „zrozpaczona i bezradna”, zaś Mary okazała jej „tak wiele miłości”. Dzięki temu ma dziś synka, urodzonego 8 tygodni temu.

 

JB
Źródło: gosc.pl