|
Związek
przyczynowo-skutkowy między aborcją a antykoncepcją
W wielu środowiskach,
szczególnie w mediach, promuje się fałszywy pogląd, jakoby poprzez antykoncepcję
można było wyeliminować aborcję. Prawdą jest, że promowanie stosowania
środków antykoncepcyjnych, powszechne ich stosowanie, prowadzi w skali
społecznej nie do spadku, lecz do wzrostu liczby aborcji. Trzeba podkreślić,
że niektórzy błędnie określają środki wczesnoporonne jako antykoncepcyjne
np. "the morning after pill" (tzw. pigułkę po stosunku) RU-486 czy spiralę
wewnątrzmaciczną (IUD), czy też pod określeniem "regulacja miesiączki"
ukrywają aborcję. Ta błędna klasyfikacja powoduje zafałszowanie statystyk,
które np. w Holandii wykazują stosunkowo niską liczbę aborcji - wskutek
pominięcia abortywnego działania spiral i pigułek hormonalnych.
Poniżej podajemy kilka wypowiedzi ekspertów (zarówno
tych opowiadających się za ochroną życia ludzkiego od poczęcia, jak i
tych, którzy akceptują aborcję), jednoznacznie wskazujących na związek
przyczynowo-skutkowy między antykoncepcją a aborcją.
W 1955 roku znany amerykański seksuolog, Alfred
Kinsey (anty-life) powiedział: "największą częstotliwość wykonywanych
aborcji zanotowaliśmy w grupie, która z reguły najczęściej stosuje antykoncepcję.
(...) Uważam, że nie można mieć nadziei na to, by jakiekolwiek praktyki
antykoncepcyjne (oprócz sterylizacji), mogły wyeliminować ten błąd, który
jest przyczyną dużego procentu niechcianych ciąż i aborcji, zwłaszcza
wśród kobiet z wyższych warstw społecznych i ekonomicznych" (cyt. za:
Calderrone Mary, M. D., Editor, Abortion in the United States, New York:
Paul B. Hoeber, Inc. 1956, p. 157)
Prof. dr Christopher Tietze, jeden z najbardziej
doświadczonych statystyków aborcyjnych na świecie, stwierdził już w 1956
r.:
"Należy oczekiwać wysokiej korelacji pomiędzy doświadczeniem aborcyjnym
a doświadczeniem antykoncepcyjnym w przypadku populacji, w których zarówno
antykoncepcja, jak i aborcja są dostępne. (...) Większe prawdopodobieństwo
posiadania doświadczenia aborcji występuje u kobiet, które stosują antykoncepcję".
(cyt. za: Clowes Brian, Facts of Life, Human Life International, Front
Royal, Virginia 1997, p. 58)
Dr med. Siegfried Ernst (przewodniczący
Europejskiej Akcji Lekarzy) przypomniał z goryczą, że "już w 1964 r. 400
lekarzy i 45 profesorów uniwersyteckich ostrzegało w Ulmer Arztdenkschrift
(Memoriał Lekarzy z Ulm) rząd niemiecki, że pigułka antykoncepcyjna (antybaby
pill) wytworzy mentalność przeciwną dziecku, a to prowadzi do aborcji"
(cyt. za: Empfängnisverhutung. Fakten, Hintergrunde, Zusammenhange, red.
Roland Sussmund, Hanssler Verlag 2000 s. 1218)
Dr Malcom Potts (anty-life) już w 1973 r. stwierdził: "Jeśli ludzie zaczną
stosować antykoncepcję, to nie nastąpi spadek, lecz wzrost liczby aborcji"
(cyt. za: Potts Malcolm, Fertility Rights, The Guardian, 25 April 1979)
Francuski profesor J. Savatier podkreśla:
"Zachodzi korelacja pomiędzy systematycznym stosowaniem techniki zapobiegawczej
a uciekaniem się do przerywania ciąży w razie niepowodzenia. W obydwóch
przypadkach jest taki sam sposób myślenia - oparty na prawie do aktywności
seksualnej przy odmowie dania życia dziecku". (cyt. za: Toulat J., Sztuczne
poronienie, Ed. d. Dialogue, Societe dEditions Internationales, Paryż
1978).
Dr Judy Bury w 1981 r. stwierdziła: "Istnieją
jednoznaczne dowody, że wbrew temu, co wydawałoby się do przewidzenia,
promowanie stosowania środków antykoncepcyjnych prowadzi do wzrostu liczby
aborcji" (cyt. za: "Sex Education for Bureacrats", The Scotsman, 29 June
1981).
Prof. dr Janet E. Smith z Uniwersytetu
w Dallas w USA:
"Istotną różnicą pomiędzy antykoncepcją a naturalnym planowaniem rodziny
jest fakt, że kobiety poddające się aborcji w większości stosowały antykoncepcję,
natomiast kobiety, które stosują naturalne metody planowania rodziny,
prawie nigdy nie usuwają ciąży. Te, gdy zachodzą w nieplanowaną ciąże,
w pełni ją akceptują.
Antykoncepcja usuwa ze stosunku seksualnego element
prokreacji. Sprawia, że ciąża wydaje się raczej wypadkiem niż naturalną
konsekwencją, na którą ludzie odpowiedzialni powinni być przygotowani.
Wtedy aborcja staje się rozwiązaniem problemu niechcianej ciąży. Antykoncepcja
umożliwia utrzymywanie stosunków seksualnych tym kobietom, które nie są
gotowe na zajmowanie się dzieckiem. Kiedy zachodzą w ciąże, mają pretensje
do nienarodzonego dziecka za to, że wkroczyło w ich życie i uciekają się
do aborcji. (...)
Jest faktem, że ten sam system przekonań i postawa
psychologiczna, która dopuszcza antykoncepcję, chętnie również dopuszcza
aborcję". (cyt. za: Smith J. E., The connection between contraception
and abortion, The Rescuer, Vol. VII, No 4, 1993)
Dr Marek Czachorowski: "Doświadczenie edukacji
seksualnej w krajach zachodnich - która ukierunkowana była na dostępność
środków antykoncepcyjnych dla młodzieży - wykazało bez jakichkolwiek wątpliwości,
iż nie prowadzi ona do spadku ilości nieplanowanych ciąż wśród tej grupy
wiekowej. Powoduje natomiast znaczący ich wzrost. Te obserwacje sprawdzają
się nie tylko w odniesieniu do młodocianych, którym można by zarzucić
właściwą temu wiekowi lekkomyślność i nieliczenie się z możliwymi następstwami
swoich działań. Dane statystyczne pokazują, iż szeroki dostęp również
dorosłych do antykoncepcji nie prowadzi do zmniejszenia ilości aborcji.
Widać to chociażby na przykładzie Holandii. Wbrew rozpowszechnionym ostatnio
w naszym kraju dezinformacjom na ten temat, należy wspomnieć, iż dokonuje
się tam nie 5 na 1000 (jak słyszeliśmy nieraz w Sejmie), ale według zaniżonych
szacunków 100 aborcji na 1000 ciąż. Ponadto do zabiegów przerywania ciąży
nie zalicza się w Holandii wczesnych poronień zwanych regulacją menstruacji
(niektóre szpitale przeprowadzają ich do 600 tygodniowo). Wszystko to
pomimo ogromnego rozpowszechnienia antykoncepcji w tym kraju. Tę samą
prawidłowość spotykamy również w Danii (300 aborcji na 1000 ciąż) czy
też Austrii (330-563 na 1000). (...) Nie znaczy to jednak oczywiście,
że wszystkie osoby, które zawiedzie antykoncepcja, decydują się na aborcję.
Tym niemniej sięgając po antykoncepcję, otwierają sobie prostą drogę do
aborcji". (Czachorowski M., Nowy imperializm, Inicjatywa Wydawnicza Ad
Astra, Warszawa 1997, s. 104)
Amerykańska Rada ds. Ludności (Population Council
Report): "Jest bardziej prawdopodobne, że na aborcję zdecydują się
kobiety, które stosowały antykoncepcję, niż te, które jej nie stosowały".
(cyt. za: McDowell Josh, Mity edukacji seksualnej, Oficyna Wydawnicza
Vocatio, Warszawa 1999, s. 183)
Dr n. med. Rudolf Ehmann (Szwajcaria):
"Nie można zmniejszyć liczby aborcji poprzez antykoncepcję. Potwierdza
to wiele statystyk. Liczba aborcji rośnie najszybciej w krajach o największej
akceptacji antykoncepcji. Aborcja była i będzie stosowana przez te osoby,
które zawiodła antykoncepcja". (cyt. za: Empfängnisverhütung. Fakten,
Hintergrunde, Zusammenhange, red. Roland Sussmund, Hanssler Verlag 2000,
s. 246)
Japonia
W Japonii ankieta dziennika Mainichi, obejmująca
3 500 małżeństw, ujawniła, że pary używające środków antykoncepcyjnych,
sześć razy częściej niż inne uciekają się do przerywania ciąży. (por.
Toulat J. Sztuczne poronienie, Ed. d. Dialogue, Societe dEditions Internationales,
Paryż 1978, s. 132)
Słowacja
"Analiza danych uzyskanych w r. 1992 z 38
okręgów w Słowacji wykazała, że na każde 8-10 nowych użytkowniczek antykoncepcji
przypada przeciętnie 1 dodatkowa aborcja (...). Należy z całą stanowczością
stwierdzić: nie można osiągnąć obniżenia wskaźnika aborcji poprzez promowanie/wzrost
stosowania antykoncepcji" (cyt. za: Andrzej Hradocky, Karol Pastor, Alternative
zur Abtreibung? Eine kritische Untersuchung [w:] Empfängnisverhütung.
Fakten, Hintergrunde, Zusammenhange, red. Roland Sussmund, Hanssler Verlag
2000, s. 246)
Szwajcaria
"Według danych Centrum Informacji o Rodzinie
i Antykoncepcji (CIFERN), odsetek kobiet stosujących pigułkę antykoncepcyjną
i prezerwatywy oraz zgłaszających się do aborcji w 1990 r. wyniósł 49
proc., a w 1992 aż 73 proc." (Za: "Medizin und Ideologie" nr 1/2002, s.
45)
USA
Wyniki narodowego studium zrealizowanego
w latach 1994-95 w oparciu o dane uzyskane od 9985 pacjentek, które poddały
się aborcji, wykazały, że kobiety, które współżyją poza małżeństwem i
nie identyfikują się z żadną religią 3,5 do 4 razy częściej poddają się
aborcji niż "przeciętne" kobiety w populacji.
W latach 1987 do 1994/5 nastąpił procentowy wzrost kobiet poddających
się aborcji a wcześniej stosujacych antykoncepcję - z 51 proc. do 58 proc.
(por. Henshaw Stanley K., Kost Kathyrn, Abortion patients in 1994-1995
characteristics and contraceptive use, "Family Planning Perspectives",
Vol. 28, No 4/1996)
Wielka Brytania
W Anglii proporcja sztucznych poronień była
8,7 razy wyższa u małżeństw przyzwyczajonych do używania środków zapobiegawczych
- według raportu Królewskiej Komisji Ludnościowej z 1949 roku. (por. Toulat
J. Sztuczne poronienie, Ed. d. Dialogue, Societe dEditions Internationales,
Paryż 1978, s. 132)
W ośrodku aborcyjnym M. Stopes w Leeds, w ciagu 5 lat zapytano 4666 kobiet,
które poddały się aborcji o przyczynę ich zajścia w ciążę. 46,6 proc.
odpowiedziało, że zaszły w ciążę wskutek zawodności prezerwatyw (por.
British Journal of Family Planning, 22, 1996, 6-8).
Antykoncepcja poprzedza aborcję
Znamienna jest także chronologia
przeprowadzania legalizacji aborcji i antykoncepcji. W Stanach Zjednoczonych
zalegalizowano stosowanie środków antykoncepcyjnych tylko dla małżeństw
w 1965 r. (decyzją Sądu Najwyższego), dla wszystkich w 1968 r., zaś legalizacja
aborcji nastąpiła w 1973 r. We Francji w 1967 r. parlament dopuścił stosowanie
antykoncepcji, a aborcję w 1975 r.
Wniosek:
Antykoncepcja nie prowadzi do redukcji liczby
aborcji, a jej promowanie i rozpowszechnianie w skali społecznej prowadzi
do wzrostu liczby aborcji.
Stanisław Śliwiński
| Właściwe rozwiązanie
dr Wanda Póltawska:
"Chcę z naciskiem powiedzieć, że antykoncepcja jest niepotrzebna,
gdyż planowanie rodziny jest możliwe bez antykoncepcji. Wystarczy
bowiem poznać funkcjonowanie swego organizmu, aby <obejść>
ludzką płodność. Naturalne funkcje kobiecego organizmu zawierają
rozwiązanie problemu płodności. W naturalnym planowaniu rodziny
istnieje wystarczająco dużo diagnostycznych metod dla dokładnego
określenia płodnego okresu. Problem dzisiaj nie tkwi w diagnozie,
lecz w konieczności podporządkowania człowieka (...) sytuacji określonej
diagnozą. W ramach naturalnego planowania rodziny jest oczywiste,
że ci małżonkowie, którzy nie chcą lub nie mogą mieć dziecka, w
płodnych dniach rezygnują z pożycia płciowego". (Półtawska
W., Psychologiczne nastawienie do zapobiegania poczęciu - skutki
dla małżeństwa, [w:] Empfängnisverhütung. Fakten, Hintergrunde,
Zusammenhange, red. Roland Sussmund, Hanssler Verlag 2000, s. 246).
|
|